Za oknem wiosna, czas zadbać o siebie i przejść na dietę. Na dworze coraz cieplej, zakłądamy coraz lżejsze ubrania, które bezdusznie obnażają fałdki tłuszczu, które udało nam się wyhodować przez zimę. I zaczyna się. Jak śpiewał ktoś w starej piosence: „Dieta, ach dieta, koniec z hurtem, czas na detal”. Czyli ograniczamy ilość spożywanych pokarmów, ale nie poniżej tysiąca kalorii.
Przede wszystkim z naszego jadłospisu wywalamy słodycze, czipsy, wszystkie wysokokaloryczne przekąski. Żegnajcie batoniki zjadane na przerwie w pracy. Niby niewinne, ale oblane zdradliwą czekoladą, pełne tłuszczy i cukrów prostych…
Możemy o nich zapomnieć. Zamiast tego do naszego jadłospisu dołączamy warzywa i owoce. Zamiast batoników chrupiemy marchewki, jabłka, gruszki i banany, które z powodzeniem zastąpią słodycze. A jeśli komuś mało, polecamy owoce suszone. Trudno o coś zdrowszego – morele, papaje, banany również, wszystkie są pełne składników mineralnych, odżywczych, a także cukrów – tych dobrych, nie tych tuczących.
I co z tego wynika? Że jedząc te produkty mamy szansę uniknąć pokus. Zapewnią odpowiedni poziom cukru we krwi, glukozy, a my unikniemy okazji do drobnych i większych grzechów przeciwko naszemu zdrowemu żywieniu. Co poza tym? Przecież na samych owocach wyżyć się nie da. Możliwe. Dlatego, aby się dobrze najeść, polecamy węglowodany. Makaron, ziemniaki, nie muszą być wcale tuczące. Wystarczy nie dodawać do nich tłuszczu. Nie polewać zasmażką, pominąć masełko, a wartość kaloryczna posiłku drastycznie spada. Takie i inne sposoby na ograniczenie kaloryczności potraw znajdziemy z łatwością w internecie, na specjalnych portalach. I kolejna sprawa – nie jemy wieczorem. Przynajmniej cztery godziny przed snem nie jemy już nic, za to cały dzień dużo wody. Wody, ale i zielonej herbaty. Również czerwonej, białej. Ale już nie czarnej czy kawy. Te napoje zawierają substancje pobudzające, które są bardzo szkodliwe. Należy więc pić wodę mineralną nie gazowaną oraz inne dozwolone napoje.